Rajd Tunezji: dobra jazda i awans Polaków
poniedziałek, 17 kwietnia 2006
Motocyklista Jacek Czachor i kierowca Nissana Krzysztof Hołowczyc zajęli czwarte miejsca na szóstym i przedostatnim etapie Rajdu Tunezji, eliminacji mistrzostw świata FIM w rajdach terenowych. Polacy awansowali na czwarte pozycje w klasyfikacji generalnej.
Bonus 100% u bukmachera internetowego Bet-and-Home!!!
– Już po siedmiu kilometrach ucieszyłem się, bowiem poznałem, że przez 120 kilometrów będziemy jechali po wyjątkowo trudnym terenie – mówił Czachor na biwaku w oazie Ksar Ghilane.
– Po takich małych wydmach, na których cały czas trzeba skakać. Taki etap nie zdarza się nawet na Dakarze. Tam próby sportowe liczą co prawda nawet 600 kilometrów, ale te najtrudniejsze partie mają po 30 kilometrów i przechodzą w nieco łatwiejsze. A dzisiaj mieliśmy 130 kilometrów non-stop bardzo trudnej próby. Druga część była już znacznie szybsza. Sporo kamieni i trzeba było bardzo uważać, aby nie zrobić sobie krzywdy. Pod koniec oesu nieco zwolniłem, ponieważ byłem już bardzo zmęczony. Poza tym pękła mi znów tarcza sprzęgła. Na szczęście używałem je bardzo rzadko i nie było problemu z dojechaniem do mety. Cieszę się, że zrobiłem sobie prezent na Wielkanoc. A jutro chciałbym dojechać do mety na zajmowanej pozycji.
Hołowczyc miał trochę problemów ze swoim samochodem, ale szybka i rozważna jazda sprawiły, że reprezentanci Orlen Team awansowali na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej.
– Po wczorajszym etapie znaleźliśmy się na piątym miejscu wiedzieliśmy już, że utrzymanie pierwszej piątki jest w naszym zasięgu – mówił Hołowczyc.
– Jechaliśmy więc dobrym normalnym tempem, ale nie zwalniając, bowiem wtedy łatwo narozrabiać. Mieliśmy piekielne wydmy, trudniejsze niż na Dakarze. Bardzo krótkie, jakby odcięte. To sprawiało, że samochód po prostu spadał nosem w dół. Połamaliśmy przy tym nawet zderzak. Przez 50 kilometrów jechaliśmy na pierwszym biegu, tylko czasami włączałem dwójkę. A przy tym ciągle miałem wrażenie, że auto za moment zakopie się w piasku. To był bardzo ciężki fragment trasy. Przez chwilę miałem dość rajdów. W końcu wyjechaliśmy na szybsze partie i silnik mógł odpocząć. Na prostej wszystko wróciło do normy. Przejechaliśmy obok miejsca, gdzie mogliśmy ewentualnie skorzystać z pomocy naszego serwisu i pokazaliśmy mechanikom, że wszystko jest w porządku. I dosłownie po pięciu kilometrach przestało działać sprzęgło. Do mety było jeszcze ponad 100 kilometrów. Mieliśmy dylemat: wracać te 5 kilometrów do serwisu i naprawiać, czy jechać dalej. Doszedłem do wniosku, że dam radę bez sprzęgła. Jechałem delikatnie, bardzo miękko. Do mety już nas nikt nie wyprzedził. Marzyłem, aby w tym rajdzie być w pierwszej dziesiątce, a jesteśmy już na czwartym miejscu, wśród kierowców fabrycznych i innych doświadczonych zawodników. Ja w tym gronie jestem jeszcze nowicjuszem. Czysta, równa jazda procentuje. Jedyne teraz marzenie to znaleźć się na mecie bez żadnych przygód.
Jazdę Hołowczyca komplementował Stephane Peterhansel, ośmiokrotny zwycięzca Dakaru i lider Rajdu Tunezji. – Jest bardzo szybki. Czwarte miejsce w pierwszym starcie to bardzo dobry wynik. Ma dobry samochód, ale nie najlepszy. W lepszym samochodzie mógłby być na podium – powiedział Francuz.
Real i Chelsea chcą Klosego
Nowojorska wiktoria Federera
II liga: Śląsk wygrał derby
Tenis stołowy: o mistrzostwo po raz 73.
Liverpool: Houllier zdymisjonowany
Chińczycy zdominowali Igrzyska Azjatyckie
Serie A: rekord Interu
Roland Garros: deszcz przerwał mecze
Mielcarski opuszcza Kraków
Groclin żegna Wieszczyckiego
12409 | 12917 | 12640 | 12471 | 12926 |
9504 | 9279 | 9111 | 9841 | 9687 |
11223 | 11669 | 11247 | 11766 | 11597 |